Oseski - naturalne przysmaki dla kota.



Dzisiaj na blogu totalna nowość! Nawet nie wiem czy ktoś z was spotkał kiedykolwiek coś podobnego na innym kocim blogu.
Od razu na wstępie ostrzegam, że dla niektórych wpis może nie być przyjemny (chociażby ze względu na zdjęcia), ale zachęcam do przeczytania i podzielenia się swoimi spostrzeżeniami na ten temat. Jesteście za czy przeciw takim przysmakom?
Kloś zdecydowanie za! Sami patrzcie jak poleca oseski waszym futrom. :D



Oseski są bardzo fajnym urozmaiceniem diety BARF, na której jest Klosia.
Stanowią w 100% naturalny przysmak. W końcu są to stworzonka, które kot w naturze miałby okazję jeść. Dla niektórych może wydawać się dziwne karmienie kota myszami, czy szczurami, bo przecież są gotowe karmy, ale czy kot żyjący w naturalnych warunkach zrezygnowałby z takiego pokarmu?
Nie sądzę.

Chloe jako kot domowy, nie ma możliwości samodzielnego polowania (i nigdy mieć nie będzie), dlatego oseski są namiastką jej drapieżnej natury. Moim największym marzeniem jest mieć Klosię na diecie Whole Prey, o której kiedyś na pewno napiszę! Na razie jednak pozostaniemy przy oseskach i BARFie. ;)
Na tego typu przysmaki NIE patrzę jak na malutkie, bezbronne stworzonka, ale jak na jedzenie, którym są dla takiego drapieżnika, którego mamy w domach. Kot nie zastanawia się nad wyglądem swojej ofiary, on ją po prostu zjada i tyle. Patrzcie oczami swojego kota. :)

My oseski dostaliśmy z firmy SEM-POL, która w swojej ofercie posiada myszy, szczury i kurczaki jednodniowe - wszystko humanitarnie uśmiercane.
We wtorek odebraliśmy naszą paczkę kurierską, dobrze zapakowaną w styropian i wkład chłodzący. W paczce było ponad 100 osesków mysich (doliczyłam się bodajże 103, chociaż w tym przeszkadzała mi troszkę Chloe) oraz 5 szczurzych.
Zdecydowaliśmy się na tę firmę, ponieważ odpowiedzi na pytania otrzymywałam bardzo szybko, dostałam szczegółowe informacje na temat żywienia ich zwierząt i nie było to "tajemnicą hodowlaną", co odpisała mi inna firma sprzedająca gryzonie karmowe. Otrzymałam również oryginał inspekcji weterynaryjnej. Oseski cenowo nie wychodzą drogo, a wysyłka to koszt 30 zł (my tylko tyle płaciliśmy) - szybki kurier + odpowiednio zapakowane mrożonki.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona i Chloe również! :)
Nie polecam kupować gryzoni z niepewnego źródła jakim są m.in. aukcje internetowe.
W sklepach zoologicznych też nie jest to korzystne.

Nasze oseski przechowywane są w dwóch pojemniczkach po 200 ml każdy. Zajmują niewiele miejsca w zamrażalniku! Zresztą sami zobaczcie jak to wygląda.



Chloe próbowała jeść takie mrożonki i cały czas towarzyszyła mi przy fotografowaniu. Harvey bacznie obserwował wszystko z daleka. Niestety a może stety, Klosia musiała czekać, aż osesek mysi i szczurzy rozmrożą się oraz będą w temperaturze pokojowej, gotowe do spożycia.
Po niedługim czasie nastąpił czas konsumpcji, przez co Chloe ucieszona była jeszcze bardziej!

Pierwsza zjedzona została mysz.
Do kociej paszczy powędrowała prosto z mojej ręki. Odbyło się bez wstępnych zabaw, bo Koś była głodna, chociaż taki osesek raczej niewiele jej dał, ale to zawsze coś. :P



Drugi był szczurzy. Za takiego kocię nie wiedziało jak się zabrać, bo przecież to większe, ale koniec końców i on został pożarty ze smakiem. Szkoda, że zostały już tylko 4 sztuki. Gdy skończą się obecne oseski, zakupimy ich więcej. :)
Podalibyście kotu taki przysmak?



, , ,

KOMENTARZE

8 komentarze:

  1. Szczerze przyznam że mnie to trochę przeraża :O Chociaż wiem że to zupełnie naturalne, taka to kocia natura - polują na myszki, ptaszki i inne stworzenia i nie ma w tym nic okrutnego. Mimo to jak patrzę na te małe oseski (jeszcze tak słodko się nazywają) i ich pyszczki... nie wiem czy podałabym Andrzejowi. Ale fajnie że domowe koty też mają możliwość, bez polowania, zjedzenia myszek. Zawsze to jakieś urozmaicenie diety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ładnie wyglądają, ale do martwych uczuć nie przejawiam. ;)
      Co innego gdy zwierzę jest żywe, ale takiego bym nie podała.

      Usuń
  2. Ja mam mieszane uczucia. Jasne, dla swojej sierści chcę jak najlepiej, ale trochę by mnie serce bolało jakbym widziała, że wciąga takiego oseska. Kiedyś się nad tym zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja patrząc na oseski jak na jedzenie, nie mam żadnego problemu z podawaniem ich. :)

      Usuń
  3. Mnie by chyba z domu wyrzucili za trzymanie trupów w lodówce :D Fajnie, że dajesz kotom takie przysmaki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Whole prey to coś innego, fascynującego i budzącego mieszane uczucia. Nie ma co się oburzać bo ludzie robią dokładnie to samo tylko ładnie opakowane w sklepie inaczej wyglada. My raczej pozostaniemy na barfie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam mieszane uczucia, może gdyby były bez głowy i tych małych łapek, to by było ok. Wiem, że koty polują na myszy, szczury, ptaki ( sama widziałam, jak mój Mufaska upolował wróbelka i go pożarł), ale to on ją sobie sam upolował, bez mojej ingerencji. Trudno powiedzieć, w końcu nasze kotlety to też jakaś świnka, czy indyk, czy kurczak, więc może bym się w przekonała z czasem...moje koty nie miałyby nic przeciwko, jak sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty byłyby zadowolone. ;)
      Jak nie będziesz myśleć o oseskach jak o malutkich zwierzątkach, ale jak o kocim przysmaku, to będzie ci łatwiej je podać. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozytywny komentarz. :-)
Komentarze ze stroną www, z adresem bloga zostaną usunięte.